T:

Magda: 606990691
Karolina: 501308727

Pogoń za sukienką do karmienia, lody z pieprzem i Warszawa w tle.

Warszawę da się lubić…

  My lubimy ją bardzo. Przy okazji wyjazdów służbowych byłyśmy tam już trzy razy, jednak za każdym razem zaskakuje nas jeszcze bardziej. Warszawa wczesnym latem zachwyca. Kwiaty i zieleń w parkach mają intensywne kolory, restauracje i bary pękają w szwach od rodzimych i zagranicznych gości. W powietrzu słychać plątaninę wielu języków, a czas umilają uliczni grajkowie i połykacze ognia.

   Spędziłyśmy w niej trochę ponad dzień. Pojechałyśmy na Mle-Con 2019, wydarzenie organizowane przez Hafiję, skierowane dla mam i kobiet oczekujących dziecka. Jeśli kiedyś będziecie mieć okazję uczestniczyć w Mle-Con – zróbcie to. Hafija wie, kogo zaprasza. To najlepsi specjaliści, którzy pomogą Wam, wesprą i doradzą we wszelakich problemach „okołodzieciowych”. Zaprosiła też marki odzieżowe, bo przecież najlepszym „poprawiaczem humoru” są… zakupy 🙂 Mamy karmiące i kobiety w ciąży też chcą dobrze wyglądać. Tak samo jak nie chcą się kryć ze swoimi dziećmi po kątach, żeby móc je swobodnie nakarmić, tak samo nie chcą kryć siebie w obszernych i nijakich ubraniach. Tym bardziej nam miło, że w gronie producentów odzieży dla kobiet karmiących znalazło się też Silk&Milk.

   Jedną z atrakcji wydarzenia był pokaz mody z prawdziwymi mamami w roli modelek. Dziękujemy Izie, Justynie, Magdzie i Ani, która do Warszawy przyjechała aż z Rybnika, żeby nas wesprzeć i zaprezentować naszą sukienkę. Wyglądałyście pięknie na wybiegu, jesteście ciekawymi kobietami, ale przede wszystkim fajnymi mamami. W ogóle to bardzo lubimy takie imprezy. Te kameralne chyba nawet bardziej od targów w wielkich halach. Oczywiście, jedziemy tam, żeby coś sprzedać, ale nie chodzi tylko o to przecież. Na mniejszych imprezach jest czas pogadać o nieprzespanych nocach i zielonych kupkach. Pośmiać z bolących i przeciekających cycków. Trochę pomarudzić na tatusiów naszych dzieci, którzy nie zawsze „ogarniają” i czasem zapominają, że matka ich dzieci to też człowiek, któremu potrzebny jest reset od dziecka, pieluch i obowiązków w domu. Na mniejszych imprezach Wy też chętniej do nas podchodzicie. Wiecie jak miło usłyszeć, że mamy piękne tkaniny, że podobają się Wam nasze wzory i modele. Że macie już jakąś naszą sukienkę i że zrobiłyście w niej furorę na weselu siostry czy chrzcinach. Że jesteście zakochane w innej i czekacie tylko aż mąż wyjedzie w delegację, żeby sobie ją zamówić. Lubimy patrzeć na Was, jak oglądacie nasze sukienki z każdej strony i zastanawiacie się, jak się to otwiera do karmienia. Lubimy posłuchać o tym, czego Wam potrzeba, czego brakuje w naszej ofercie i co mamy jeszcze dla Was uszyć. Bo wiecie jak jest… siadamy z Karoliną i naszą Becią i wymyślamy to wszystko. Nam wydaje się, że to jest ładne, że będzie funkcjonalne, ale dopiero jak widzimy te nasze sukienki na Was to możemy w pełni zweryfikować czy nam się udało. Na Mle-Conie przeszła obok nas nieznajoma pani. Nie zatrzymała się przy naszym stoisku, ale miała na sobie sukienkę, która do złudzenia przypominała jedną z naszych. Pobiegłam za nią, bo musiałam wiedzieć czy to nasz projekt, czy inna firma nas kopiuje. Pani wyraźnie się spieszyła, bo narzuciła niezłe tempo. Dobrze, że ostatnio zaczęłam trochę biegać, bo mogłabym jej potem nie odnaleźć w gąszczu sylwetek. Dogoniłam ją i zziajana zapytałam prosto z mostu czy to sukienka Silk&Milk. Potwierdziła. Przeprosiłam za napad i wytłumaczyłam, że to właśnie nasz projekt, że my ją zrobiłyśmy. Gdy już Pani upewniła się, że jej nie śledziłam i że nie mam złych zamiarów, zaczęłyśmy miłą rozmowę. Opowiedziała o tym, jak bardzo jej ta sukienka pomaga. Że po ciąży zrobiły się jej żylaki, a mało która firma robi długie sukienki do karmienia z dzianiny i to w dodatku w jej ulubione paseczki.  Że jest dobra na upały i w ogóle lubi ją bardzo. Takie słowa budują, dodają wiary w to, co się robi, sprawiają, że się chce.

   Na Mle-Conie spotkałyśmy też innych producentów odzieży dla matek karmiących. Fajnie wiedzieć, że za tymi wszystkimi markami stoją kobiety i matki takie, jak my. Fajnie, że już nie musimy się omijać, bo jesteśmy dla siebie konkurencją. Kameralne imprezy pozwalają  się poznać i wymienić doświadczeniami o prowadzeniu własnej firmy. Następnym razem zwyczajnie do Was podejdziemy i przywitamy się. Rynek jest pojemny. Znajdzie się miejsce dla każdego, a na samym końcu i tak klient decyduje o tym, co mu się podoba. Ważne, żeby działać uczciwie i szanować pracę innych.

   Po Mle-Conie czekała nas jeszcze jedna przyjemność. Prawdziwa wisienka na torcie. Spotkanie z aktorką Magdaleną Waligórską-Lisiecką. Takie prywatne, spokojne, w kawiarni. Pani Magda sama do nas napisała, bo usłyszała od znajomej o naszej marce. Chciała zobaczyć nasze ubrania, dowiedzieć się jak powstało Silk&Milk, poznać nas. Dla nas było to wielkie zaskoczenie, bo nie na co dzień umawiamy się na kawę z osobami znanymi z desek teatru lub telewizji. Do kawiarni wpadła piękna blondynka z rozwianymi włosami i błękitnymi oczami, od których od razu biła dobra energia. Przyszła z 3-tygodniową córeczką. Pani Magda sprawiła, że to były szalenie przyjemne 2 godziny. Rozmawiała z nami, jak dobra znajoma. Opowiadała o starszym synku, o mężu, o tym jak zmieniała opony w aucie, o rolach i nowym projekcie, w którym być może przydadzą się jej nasze ubrania. A dzisiaj napisała nam, że jest totalnie zachwycona ubraniami, które zostawiłyśmy jej na próbę i najpewniej staną się jednymi z jej ulubionych w szafie…

   Ludzie! Kto by pomyślał! My, takie po prostu dwie dziewczyny z Pilchowic, które jeszcze dwa lata temu myślały, że mereszka to nazwa jakiejś dziecięcej choroby, a postawić hasztaga oznaczało zafundować komuś jakiegoś nowego, wymyślnego drinka, robimy ubrania, które się PODOBAJĄ!!! Odlot!

   Warszawo, Warszawo… czym nas jeszcze zaskoczysz? Niby tylko jedna noc i jeden dzień w tym mieście, a tyle się wydarzyło. Mój mąż nigdy nie może zrozumieć dlaczego wracam padnięta po takich targach i dlaczego do późna wałęsamy się po Warszawie, skoro następnego dnia wstajemy wcześniej i idziemy do pracy. (Następnym razem muszę upewnić się, że wyłączyłam śledzenie swojej lokalizacji w telefonie.) Ale jak się nie wałęsać? Gdybyśmy się nie wałęsały, nie spotkałybyśmy Radosława Sikorskiego na przejściu dla pieszych, nie zjadłybyśmy o północy lodów o smaku kwiatu pomarańczy, bergamotki i pieprzu. Nie rozśmieszyłybyśmy warszawskiego taksówkarza opowieścią o sutkach, a Karolina nie zostałaby poproszona o dowód osobisty próbując kupić nam dwie puszki cydru. Jezu, jak ona się ucieszyła, że mogła pokazać swój dowód. Jaką ten sprzedawca w Żabce sprawił jej radość!

Warszawo, dziękujemy. Znów przyjedziemy.

     

Dodaj komentarz:

Don't have an account?

Register

X