T:

Magda: 606990691
Karolina: 501308727

W zeszłą niedzielę odbyłyśmy swoją pierwszą zagraniczną podroż służbową…do przepięknej Bratysławy.

A wszystko zaczęło się od tego, że dwie słowackie mamy zakochały się w naszych sukienkach i bluzach, i postanowiły przedstawić je klientkom swojego sklepu. Byłyśmy bardzo zdziwione, gdy czytałyśmy pierwszy mail od Michaeli i Petry, bo o nich właśnie mowa. Do końca nie wierzyłyśmy, że te na serio. Wyobraźcie sobie, że znalazły nas w internecie! Jest to o tyle zaskakujące, że my się w tym internecie naprawdę bardzo dobrze kryjemy. Jesteśmy tak daleko w wyszukiwarce, że już nawet algorytmy Google tam nie zaglądają, a one przewertowały te dziesiątki wyników i bingo…odkryły nas 🙂 Zamówiły sporą ilość sukienek. Niby wszystko super, niby cacy, ale u nas nigdy nie jest prosto i łatwo. Słowaczki narzuciły bardzo krótki termin realizacji, bo chciały zdążyć na targi w swojej stolicy. Gdy wrzucałyśmy to zamówienie na szwalnię, nawet nie chcę wiedzieć jakie niewybredne słowa kłębiły się w głowie naszej Mistrzyni Szycia. (Królowo nasza, jeśli to czytasz, to bardzo Cię pozdrawiamy.)

Opcja była jedna. Trzeba wsiąść w samochód i zawieźć te sukienki 350 kilometrów dalej. Tak więc, w niedzielę zwlekłyśmy się z łóżka o 6 rano, umyłyśmy włosy, zrobiłyśmy się generalnie na bóstwo, wedle prawidła, że najważniejsze zrobić dobre pierwsze wrażenie. O 7.00 zaczęłyśmy naszą podróż na podbój Słowacji.

Według mojego męża, droga miała nam zając maksymalnie 4 godziny, wliczając w to nawet przerwę na kawę. Niestety w życiu nie wszystko idzie tak sprawnie jak wskazuje GPS. Nasza droga do Bratysławy trwała 6 godzin! My po prostu jeździłyśmy…dokładnie. Z drugiej strony to niesamowite jak te wszystkie drogi łączą się w zaskakujące skrzyżowania, pętle i ronda. Wystarczy chwila nieuwagi by znaleźć się prawie pod Brnem w Czechach i to w dodatku jadąc bez wykupionej winiety. Teraz Wy nie chcielibyście usłyszeć tego, co usłyszałyśmy my, gdy sfrustrowane zadzwoniłyśmy do jednego z mężów prosząc o ratunek. Strasznie dużo słów na „k” i wcale nie mam na myśli „kochanie”, „kwiatuszku” lub „koteczku”. Ale poradziłyśmy sobie! Dotarłyśmy do Bratysławy, która wynagrodziła nam trudy podróży słońcem. Dopełniwszy służbowych obowiązków ruszyłyśmy w miasto, wbrew woli naszych mężów oczywiście, którzy śledzili nasze kroki na GPS-ach. Miasto pachniało wiosną, a ulicami przewalały się tłumy zagranicznych turystów. Przespacerowałyśmy się wąskimi uliczkami, posłuchałyśmy muzyki ulicznych grajków, zjadłyśmy pyszne sałatki w URBAN BISTRO, a na koniec odpoczęłyśmy w chłodnym kościele.

Zakochałyśmy się w tym mieście. Jeśli macie okazję, to odwiedźcie Bratysławę. To raptem 4 godziny (jeśli jesteś mężczyzną) / 6 godzin (jeśli jesteś kobietą) stąd. Mamy nadzieję, że nasza współpraca z Michaelą i Petrą pozwoli nam wrócić tam jeszcze wiele razy.  Magda i Karolina

Don't have an account?

Register

X