T:

Magda: 606990691
Karolina: 501308727

Lubimy robić sukienki do karmienia, ale lubimy też od nich uciekać…

„Jeśli życie stawia przed Tobą górę, załóż wygodne buty i zacznij się wspinać”. Tak właśnie zrobiłyśmy, bo każda z nas czuła, że musi wyjść z domu, pobyć z dala od rodziny, od brudnych naczyń. Od sukienek, wysyłek i telefonów. Spakowałyśmy plecaki w piątkowy wieczór. Zabrałyśmy wygodne buty, kilka ciuchów i wino. Też tak czasem macie? Czy bywa, że szukacie okazji by choć na chwilę uciec od wszystkiego? Zostawić swoje dorosłe, poukładane życie w domu, zabrać kilka rzeczy i zaszyć się gdzieś, gdzie nikt nic od Was nie chce, gdzie można żyć własnym tempem i nigdzie się nie spieszyć. Dlatego pojechałyśmy w góry, na wieś. Słabo tam z zasięgiem, więc telefon milczał. Dzieciaki zostały w dobrych rękach, wiec wyrzuty sumienia też milczały. Lubimy góry. Tam wszystkie troski i zmartwienia wydają się mniejsze. Tam można nabrać dystansu. Tam można odetchnąć. Plan był prosty. Odpocząć, wyspać się, napić wina, uśmiać za wszystkie czasy i zdobyć jakiś górski szczyt. Mamy to szczęście, że w rodzinie jest domek w górach, więc jest gdzie jechać.

Na miejsce dotarłyśmy późno, bo jeszcze przed wyjazdem u Jasia wyskoczyło coś jakby ospa i trzeba to było zdiagnozować, no i Magda jak zwykle pomyliła (trochę) drogę. Domek przywitał nas spokojem i ciszą, a na blacie kuchennego stołu leżała wyrwana kartka z kalendarza, a na niej napis MENU WĘDROWNICZEK. 

Mama zostawiła nam trochę jedzenia w lodówce i napisała co z tym zrobić. To było urocze! Uzbroiła nas nawet w prowiant na szlak w postaci jabłek i gorzkiej czekolady. Miło nam się zrobiło, że ktoś się o nas zatroszczył. Choć na karku już prawie u każdej 40-stka, to poczułyśmy się jak dzieci, bo mama nas spakowała na drogę. To było dobre uczucie. W rewanżu zarwałyśmy noc i przy winie uplotłyśmy jej wianki z zielonych gałązek, o które prosiła już dawno. Uśmiałyśmy się przy tym bardzo. Jedna marudziła, że przyjechała odpocząć, a nie pracować. Druga zanudzała tę pierwszą tezami z poradnika o „wychodzeniu ze strefy komfortu” i o tym jak fajne może być życie, gdy robi się rzeczy nowe i dla siebie niestandartowe. Poplotkowałyśmy i rozmiękczone winem poszłyśmy spać.

No powiem Wam, że pospałyśmy… i to nieźle. Jak dobrze, gdy rano może obudzić cię kogut i kościelne dzwony, a nie jakaś elektroniczna melodyjka z komórki. Zawlokłam Karolinę pod prysznic, bo zaczęła sabotować pomysł zdobycia górskiego szczytu. Sama zrobiłam kawę i wyjęłam produkty na śniadanie zgodnie z rozpiską mamy. Potem była zamiana – ja pod prysznic, a Karolina zrobiła swoje śniadanie popisowe – jajecznicę z pomidorami. Bleeeeeeee, ale skoro wczoraj sama natłukłam jej do głowy o tym, jak to koniecznie trzeba opuszczać strefę komfortu, musiałam to zjeść.  Nie było takie złe, serio.

Pomalowałyśmy rzęsy, wtłoczyłyśmy się w trykoty i z pokładami energii wyssanej z jajek i pomidorów ruszyłyśmy na czeski szczyt Girova. Wiecie jak się fajnie wędruje z dorosłym. Nie trzeba go upominać, że nie ma kopać rodzeństwa, że nie ma rzucać rzepów siostrom we włosy. Dorosły wie, że lepiej nie denerwować mrówek w mrowisku, nie wskakuje na każdy mijany słupek graniczny i nie potyka się o każdy wystający korzeń. Ale z Karoliną nie było wcale tak różowo. O nie. Widzicie ona ma swoje dziwactwa, których nie do końca rozumiem, ale ze względu na dobro naszej przyjaźni, nie walczę z nimi. Odpuszczam. Nałogowo myje wanny. Jak jesteśmy w hotelu to zanim się rozpakuje, lata po nim z czymś śmierdzącym do dezynfekcji i ratuje nasze życie przed wrogimi zarazkami i mikrobami. W lesie z Karoliną też nie jest łatwo. Zepsuła moje wszystkie ulubione leśne zajęcia z dzieciństwa. Nie mogłam jeść jagód i malin prosto z krzaczka, bo zabije mnie bąblownica. Nie mogłam wchodzić w zbyt wysokie chaszcze, bo napadną mnie dzikie, rządne krwi kleszcze. Dobrze, że było sucho i nie było kałuż, bo pewnie zabroniłaby mi do nich wchodzić z obawy przed jakimś bagiennym zabójczym żyjątkiem.

Sami widzicie jaka ona jest, ale jak w góry, to tylko z nią… bo jest dorosła i robi świetną jajecznicę z pomidorami.

Śmiech był. Wino opróżnione do cna. Góra zdobyta. Z naładowanymi bateryjkami mogłyśmy wrócić do domu. To był dobry, babski wypad. 

Dodaj komentarz:

Don't have an account?

Register

X